pb.pl

Ryszard Florek

Ryszard Florek

Ryszard Florek

Twórca i prezes grupy Fakro, producenta okien dachowych, należy do najbogatszych Polaków — miesięcznik „Forbes” klasyfikuje go, wraz z żoną Krystyną, na 36. miejscu Listy 100 2012. Autor wielu rozwiązań chronionych patentami. Zwycięzca konkursu Przedsiębiorca Roku 2010, organizowanego przez Ernst & Young. Zaczynał w latach 80. XX w., tworząc Zakład Stolarki Budowlanej w Tymbarku. Założona w 1991 r. w Nowym Sączu firma Fakro jest drugim na świecie producentem okien dachowych. Ma 12 zakładów produkcyjnych w Polsce i za granicą oraz 15 spółek dystrybucyjnych — zatrudnia 3,3 tys. osób.

ROZBUDUJ SWÓJ PROFIL!

Welfare state według Ryszarda Florka

2016-07-24

Jak powinno być zorganizowane państwo polskie, żeby za 10 lat Polacy zarabiali średnio około 2 tys. EUR miesięcznie, budżet zaś był co najmniej trzykrotnie większy? Dziś na to pytanie "PB" odpowiada Ryszard Florek, twórca i prezes grupy Fakro.

Statystyczny Kowalski nie potrafi precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego jego średnia pensja jest czterokrotnie mniejsza od pensji angielskiego Smitha czy niemieckiego Mullera, choć jest przecież obywatelem tej samej Unii Europejskiej, a kapitalizm w Polsce mamy od 20 lat. Wyjaśnienie przyczyn tych dysproporcji nie jest trudne. Wynagrodzenia są m.in. pochodną efektywności gospodarczej państwa, którą odzwierciedla produkt krajowy brutto — PKB w przeliczeniu na mieszkańca to w przybliżeniu średnie krajowe wynagrodzenie. W tych krajach, w których PKB na głowę jest wysoki, wyższa jest także średnia wartość wynagrodzenia. Niemcy, Holandia czy Dania mają ponad 3-krotnie większy PKB na głowę mieszkańca niż Polska. Dlaczego my nie możemy osiągnąć takich wskaźników. Mamy przecież młodsze i wykształcone społeczeństwo, dobre położenie geograficznie, a nie jesteśmy przecież narodem głupszym niż Niemcy, Holendrzy czy Duńczycy. Powodów jest wiele. Kilkanaście najważniejszych zostało opisanych, na podstawie szczegółowych danych statystycznych, w opracowaniu zamieszczonym na stronie www.pomysloprzyszlosci.org. Jestem współautorem tego opracowania i w pełni identyfikuję się z zawartymi w nim tezami.

Wypaczony kapitalizm

Moim zdaniem, ciągła niemożność dynamicznego rozwoju polskiej gospodarki jest konsekwencją wieloletniego wypaczenia istoty kapitalizmu, który w założeniach miał się opierać na własności prywatnej i wolnej przedsiębiorczości. Ten wolny kapitalizm został ograniczony przez władzę biurokracji, socjalistyczne myślenie, prywatne i państwowe monopole, koncesje, zezwolenia i terroryzm ekologiczny. Miernikiem dobrobytu w państwie jest wartość PKB na osobę. Aby osiągnąć poziom rozwoju i bogactwa zamożnych krajów UE, nasze PKB na osobę powinno wzrosnąć o co najmniej 300 proc. Skoro światowy kryzys może spowodować spadek PKB w Europie np. o 5 proc., to mimo to Polska ma szansę na wzrost np. 250 proc. Przede wszystkim nie powinniśmy szukać usprawiedliwienia w europejskim kryzysie, tylko koncentrować się na wzroście gospodarczym w kraju. Skoro nasze PKB na głowę mieszkańca jest ponad 3-krotnie niższe od wskaźnika w Niemczech, Holandii czy Danii, to oznacza że jako wspólnota ekonomiczna jesteśmy 3 razy mniej efektywni. Powinniśmy więc skupić się na tym, w jaki sposób odrobić te zaległości i poprawić jej efektywność. Paradoksalnie — światowy kryzys może nam pomóc w zbliżeniu się do zamożnych krajów. Potrzebny jest tylko dobry gospodarz i dobre gospodarowanie, uwzględniające nie tylko najbliższe 4 lata, ale także perspektywę co najmniej 40 lat. Co należy zrobić?

Zadania dla elit

Trzeba rozpocząć narodowy program ekonomicznej edukacji obywateli. Chodzi o to, aby zrozumieli, jak funkcjonuje państwo (jak się tworzy PKB czy budżet państwa), jaki mają wpływ na rozwój gospodarczy kraju i wzięli za to odpowiedzialność, aby wiedzieli, jak funkcjonują firmy globalne i jak funkcjonuje Unia Europejska. Wiedza ekonomiczna potrzebna jest wszystkim: politykom, aby tworzyli dobre prawo, służące rozwojowi kraju, a nie sprzyjające określonym wąskim grupom interesów urzędnikom, aby interpretowali prawo tak, by służyło państwu i obywatelom (obecnie najważniejsze jest urzędnicze bezpieczeństwo, które bardzo często szkodzi gospodarce)

przedsiębiorcom, aby mieli motywację do dalszego rozwijania swoich firm, już nie z powodu zaspokajania swoich potrzeb, lecz rozwoju kraju

pracownikom, aby wiedzieli, co ma wpływ na wzrost ich wynagrodzeń, podnosili kwalifikacje oraz dbali o efektywność własnych przedsiębiorstw

konsumentom, aby wiedzieli, jak efektywnie wydawać swoje pieniądze, aby powiększać PKB oraz aby część wydawanych przez nich pieniędzy do nich powróciła, a nie wypływała z kraju w postaci tzw. podatku korporacyjnego

wyborcom, aby świadomie uczestniczyli w wyborach, a znajomość ekonomicznych reguł funkcjonowania wspólnoty dała przyzwolenie rządzącym na przeprowadzenie potrzebnych reform, takich jak reforma finansów, służby zdrowia, emerytalna, szkolnictwa wyższego, ochrony środowiska i innych.

W ekonomicznej edukacji społeczeństwa bardzo ważną rolę pełnią dziennikarze, którzy nie mniej niż politycy są odpowiedzialni za rozwój naszego kraju, a tym samym — wysokość wynagrodzeń. Budują przecież świadomość obywatelską społeczeństwa, którego członkowie podejmują decyzje jako konsumenci i wyborcy. Konsumenci nie kupują produktów, tylko wrażenia. Właśnie dlatego zachodnie koncerny wydają tak duże kwoty na działalność PR i teksty sponsorowane. Polskie produkty są często lepsze od zagranicznych, ale ponieważ ich producenci nie mają pieniędzy na PR, są postrzegane jako gorsze. Polskie media powinny pomyśleć o rozwoju wspólnoty gospodarczej, do której należą, a nie koncentrować się wyłącznie na własnym interesie (oglądalności, nakładzie i budżecie reklamodawców itd.). Należy zaangażować potencjał całego społeczeństwa do rozwoju gospodarczego kraju poprzez lansowanie mody na tworzenie bogactwa, piętnowanie zawiści, a nie zajmowanie się głównie dzieleniem biedy. Polskie elity nie powinny myśleć tylko o indywidualnej strategii przetrwania, lecz bardziej zaangażować się w budowanie wspólnoty ekonomicznej.

Zadania dla rządzących

Trzeba zdjąć z polskiej gospodarki jarzmo biurokracji, uprościć prawo, aby do jego stosowania wystarczyła połowa obecnej administracji. Wówczas obniży się koszt wytwarzania produktów, co sprawi, że będą bardziej konkurencyjne w Polsce i za granicą. Jeden zwolniony urzędnik da co najmniej dwa miejsca pracy w gospodarce.

Należy zmodyfikować obecny system podatkowy tak, aby oprócz funkcji fiskalnej zachęcał do prowadzenia i rozwoju działalności gospodarczej, przede wszystkim w sferze biznesu pierwotnego, czyli prorozwojowego, proeksportowego.

Trzeba obniżyć parlamentarzystom wynagrodzenia o połowę, a w zamian za to wprowadzić premię uzależnioną od wzrostu PKB na głowę mieszkańca. Premia wypłacana byłaby w bieżącej oraz przyszłej kadencji, nawet jeśli poseł czy senator nie wejdą ponownie do parlamentu. Takie rozwiązanie zmotywowałoby parlamentarzystów do dbałości o rozwój gospodarki.

Rząd powinien dążyć do zmian w regulacjach europejskich, aby nie służyły one tylko bogatym krajom UE, które posiadają dużo firm (marek) globalnych, ale również jej nowym członkom. Rozwijające się przedsiębiorstwa z krajów „nowej” Unii, m.in. z Polski, nie mają efektu skali oraz tak dużego kapitału, jak ich konkurenci ze „starej”. W konsekwencji nasze firmy mają znikome szanse na to, aby stać się uznanymi markami na europejskich rynkach. Tylko kraje, które posiadają dużo własnych marek, zbierających „śmietankę” ze wspólnego europejskiego rynku, mogą trwale się rozwijać. Innym pozostaje „chude mleko” — są wyłącznie montowniami i dostawcami podzespołów.

Polska powinna przystąpić do strefy euro dopiero wtedy, kiedy złoty będzie miał wartość rynkową, czyli nie będzie deficytu w handlu zagranicznym, rząd przestanie się zapożyczać i skończą się unijne dotacje. Napływ darmowego pieniądza do Polski powoduje, że złoty sztucznie się umacnia, co powoduje, że dobre rodzime firmy nie są w stanie konkurować z produktami z importu, a rodzime marki nie mają szans rozwoju na wspólnym europejskim rynku.

Zamiast licytować się wrażliwością na biedę, politycy powinni zająć się tworzeniem efektywnych miejsc pracy. Jeżeli sami tego nie potrafią, powinni pomagać w tym innym, a przynajmniej nie przeszkadzać. Tylko w ten sposób mogą przyczynić się do walki z biedą i pomóc najuboższym. Większa liczba miejsc pracy spowoduje, że rynek wymusi wzrost wynagrodzeń. Kodeks pracy winien być przede wszystkim pomocą w budowaniu relacji między pracodawcą a pracownikiem i mieć formę załącznika do umowy o pracę.

Państwo nie powinno mieć możliwości zaciągania kredytów w celu łatania dziury budżetowej. Jeżeli chce się rozwijać na kredyt, to pod konkretne inwestycje powinny być tworzone spółki państwowe, które zaciągałyby na nie kredyty w bankach. Zabezpieczeniem kredytu byłaby inwestycja. Wówczas banki weryfikowałyby projekty, aby mieć pewność, że pożyczone pieniądze odzyskają. Politykom dużo łatwiej zaciągać kredyt na konsumpcję i uprawiać rozdawnictwo, aby zyskać popularność wśród wyborców, niż gospodarować krajem w taki sposób, aby zapewnić rozwój gospodarczy i bogacenie się społeczeństwa z wypracowanego kapitału. Jeżeli politycy będą mieli możliwość pożyczania pieniędzy na łatanie dziury budżetowej, zawsze będą to robić, gdyż nie oni je spłacają.

Dotacje unijne należy przeznaczać nie na konsumpcję i sztuczny wzrost popytu, jak dotychczas, ale na inwestycje, które w przyszłości przyczynią się do wzrostu gospodarczego, np. na drogi, koleje i inną infrastrukturę gospodarczą.

Należy walczyć z korupcją, która niszczy rozwój gospodarczy państwa, ale nie przy użyciu CBA, lecz dzięki tworzeniu dobrego prawa, transparentności życia gospodarczego oraz edukacji społeczeństwa. Jeżeli w Polsce wszyscy będziemy wiosłować w tym samym kierunku, to nasza wspólnota ekonomiczna popłynie dużo szybciej do przodu. Musi to zrozumieć całe społeczeństwo, a przede wszystkim polskie elity.

 

Ryszard Florek*

Twórca i prezes grupy Fakro, producenta okien dachowych, należy do najbogatszych Polaków — miesięcznik „Forbes” klasyfikuje go, wraz z żoną Krystyną, na 36. miejscu Listy 100 2012. Autor wielu rozwiązań chronionych patentami. Zwycięzca konkursu Przedsiębiorca Roku 2010, organizowanego przez Ernst & Young. Zaczynał w latach 80. XX w., tworząc Zakład Stolarki Budowlanej w Tymbarku. Założona w 1991 r. w Nowym Sączu firma Fakro jest drugim na świecie producentem okien dachowych. Ma 12 zakładów produkcyjnych w Polsce i za granicą oraz 15 spółek dystrybucyjnych — zatrudnia 3,3 tys. osób.

 

 

Ryszard Florek*

Sekcje

Oferty Pulsu Biznesu