pb.pl

Riad Bekkar

Riad Bekkar

Riad Bekkar

Prezes zarządu BOA. Były prezes Zarządu europejskiego funduszu hipotecznego, wcześniej wiceprezes zarządu Arteria.

ROZBUDUJ SWÓJ PROFIL!

Consigliere czuje pieniądze

2010-07-20

Riad Bekkar jest od rozwijania. Wiceprezes Arterii, mistrz negocjacji i jagnięciny, wprowadza niszowe landrynki na New Connect.

Riada Bekkara podchodziłem parę razy. Nad tym, by wreszcie trochę odsłonił się nie tylko w wąskim gronie znajomych, pracowało kilka osób. Udało się. Pretekstem stała się Dr Kendy, jedna z firm, której Bekkar jest współwłaścicielem i właśnie wprowadza ją na New Connect. Żadnego puszenia się i nieufności. Choć preambuła jest.

— Żeby mnie poznać, nie wystarczy się raz spotkać — zaznacza Riad Bekkar.

Ci, którym udało się poznać go lepiej, pierwsze wrażenie porównują do dolnej części góry lodowej.

— Za dziennikarzami nie przepadam, bo po prostu nie mam potrzeby się promować — dodaje na wstępie Riad Bekkar.

Swoje określenie na pochodzącego z Algierii menedżera ma Dariusz Stokowski, szef Nova Group, głównego akcjonariusza m.in. giełdowej  Arterii i 4Fun.tv. To consigliere, czyli doradca, słowo znane głównie w środowiskach mafijnych. Riad Bekkar miał już wielu capo, szybko wspiął się w strukturze Arterii, gdzie jest wiceprezesem, osobą nr 2. W holdingu Nova Group jego zdanie jest co najmniej ważne. Ponoć nie da się go nie lubić.

— Lubię faceta, ma ciekawe hobby, motorowodniackie — przyznaje Dariusz Stokowski.

Kiedyś jacht motorowy Riada Bekkara pływał głównie po Mazurach. Teraz, z racji braku czasu właściciela, pływa głównie po Zegrzu. Na nowy sezon właściciel Dr Kendy zafundował sobie nowe cacko. Większe, bezpieczniejsze.

— Ludzie z krajów śródziemnomorskich morze mają we krwi — Riadowi Bekkarowi uśmiech nie schodzi z twarzy i można podejrzewać, że góra lodowa zaczyna się nieco wynurzać.


Listy gończe
W jego biurze dominują motywy morskie: plakaty, kalendarze, modele fregat i bulaj na drzwiach. To już nie są czasy początków gdzieś na Śląsku, gdzie zaczynał. Po co w ogóle pchał się z Algierii do Polski?

— Czysty przypadek. O Polsce wiedziałem niewiele. Tyle że jest tanio i że można zrobić biznes. Po studiach wziąłem mapę i zacząłem szukać tam jakiegoś miejsca do interesów — tłumaczy.

Warunek podstawowy: klimat. Mierzył w południe kraju, żeby było cieplej. Padło na Katowice. Niedługo po wysiadce z samolotu odwiedził urzędy, po 27 dniach miał własną firmę. Po siedmiu latach od jej powstania zarobił pierwsze duże pieniądze. Zanim do tego doszło, poznał zwrot „płacić frycowe”.

— Zajmowałem się handlem drewnem, paletami. Straciłem wszystkie zainwestowane pieniądze. Miałem odbiorców z Włoch i Francji, a kupowałem na Wschodzie. Osoba, która mi robiła zakupy, powiedziała, że jest okazja, ale potrzebuje gotówki. Więc wziąłem ją od Francuza, Włocha i dałem Polakowi, żeby wykorzystał okazję. No i wykorzystał, list gończy jest za nim do dziś — śmieje się Riad Bekkar.

Nie ma żalu, to była przygoda z podtekstem edukacyjnym. Zmienił dietę, rok przejechał na suchej bułce i serku topionym. O powrocie do Algierii nie było mowy.

— Tam jest ojciec, podobny charakter jak ja. A my mówimy: dwie góry nie spotykają się. Jakbym wrócił, toby mi wytykał, że nie miałem racji.

Zaczął dawać lekcje języka francuskiego, wyprowadził się z mocno używanego mieszkania. Zrobiło się lepiej. Mógł sobie pozwolić choćby na bilet do Algierii.

— Przede wszystkim zaczęło się całkiem nieźle jeść, zmieniłem ser, bo myślałem, że ten topiony mnie utopi — i znowu salwa śmiechu.

W jego wspomnieniach nie ma chwil grozy, stresu, zgryzów. Skoro dziś ma żonę, córkę, stać go na wiele rzeczy. Ale też szanuje swoją prywatność i nie lubi o tym mówić. Przyznaje jedno: bez wcześniejszych, nieco przykrych doświadczeń, nie byłoby dzisiejszego sukcesu. Do poważnego biznesu powrócił, przerywając karierę belfra i wiążąc się z Iveco. Nie jest mistrzem polszczyzny i to okazało się niewątpliwą zaletą przy sprzedaży ciężarówek.

— Dekadę temu samochód kupowało się głównie na gębę, a więc obcokrajowiec był gwarantem uczciwości o tyle, że jak się od takiego inostrańca weźmie, to wiadomo, że auto ma przynajmniej cztery koła — żartuje Riad Bekkar.


Wygadany na piątkę
Pomogła też arabska dusza i zdolności, bo jak mówi wiceprezes Arterii, w Algierii handluje się choćby dla zabicia czasu i podtrzymania formy. W Polsce Riad Bekkar rozwinął kolejne zdolności.

— On, jak to się mówi w branżowym slangu, czuje pieniądze. Trzyma w ryzach koszty, świetnie obraca się w rejonach leasingów czy kredytów. A przy tym nie odpuszcza, jest konsekwentny — podkreśla Dariusz Stokowski.

Iveco nie było ostatnim przystankiem Bekkara przed Arterią. Menedżerskie szlify zdobył w BMW. Choć jego firma dobrze radziła sobie na rynku, handlując naczepami, postanowił spróbować się w korporacji. Wykosił trzy tysiące konkurentów i dostał piękną służbową „piątkę”.

— Przyszedł do nas na rozmowę, szukaliśmy szefa projektu. A że jest wybitnie wygadany, to dostał tę pracę. Z czasem zaczął coraz więcej znaczyć w organizacji i został wspólnikiem — wyjaśnia, pół żartem pół serio, Wojciech Bieńkowski, prezes Arterii.

Wygląda na to, że obaj nie żałują takiego obrotu sprawy. Bieńkowski, znany smakosz i spec od dań wszelakich, ceni Bekkara nie tylko za to, co robi w firmie. Urządzają sobie małe kulinarne konkursy. Algierczyk jest królem jagnięciny.

— Udziec piecze, smarując go bardzo grubo masłem i wstawiając miskę z wodą do piekarnika. Mięso jest wtedy wybitnie miękkie — zdradza kulisy Wojciech Bieńkowski.


Mistrz ma doktora
Skoro mowa o jedzeniu, pora na ulubione cukierki Riada Bekkara. Trochę syropu glukozowego, zagęszczonego soku owocowego, witamin i m.in. barwnika E129. Do tego, obowiązkowo, elegancka metalowa puszka. Słodkie, wciągające, ładne, czyli landrynki Dr Kendy. Właśnie tę firmę Riad Bekkar wprowadza na New Connect. Dzięki zrobionym pieniądzom chce zdobyć znaczący udział w rosnącym rynku. To ma być strzał w niszę. Stara receptura, rywali rynkowych mało. Cała produkcja jest outsourcingowana. Mają być sukcesy w stylu innych doktorów, jak Oetker czy Witt.

— Najważniejsze to wiedzieć, jaką ma się misję: czy jesteś od pomysłu, czy od tworzenia i rozwijania lub, że tak kolokwialnie powiem, od opędzlowania — wykłada Riad Bekkar.

Jest miejsce na trochę luzu nie tylko na wodzie. Frajdę sprawia mu pilotowanie małych modeli helikopterów. Niedawno też miał okazję wrócić do BMW. Ponadczterystukonnym potworem trenował pod okiem Roberta Kubicy. Podobno odlot. Ale przede wszystkim południowa Hiszpania, nie ta z folderów turystycznych. Tam, gdzie widać wpływy arabskie, ale wygody są już europejskie. Zarówno Dariusz Stokowski, jak i Wojciech Bieńkowski zdradzają, że to Riad Bekkar spowodował, że chcieliby tam kiedyś zamieszkać. Bekkar zresztą też.

— Pewnie w Hiszpanii łatwiej byłoby mu znieść ramadan. Przy naszym klimacie, kiedy Riad przez miesiąc dzień w dzień pości, bywa czasem trochę drażliwy — mówi Wojciech Bieńkowski.

Stan żołądka i duszy nie zmienia jednak silnych stron Bekkara.

— Świetnie się targuje i znakomicie negocjuje. Mistrz — dodaje prezes Arterii.

Riad Bekkar jest zaangażowany w sześć firm, oprócz udziałów w Arterii, 4fun.tv i Dr Kendy ma jeszcze biznesy związane z branżą transportową. Góra lodowa, czy jak woli Bekkar „iceberg”, jeszcze nie pokazała wszystkiego.

Karol Jedliński

Sekcje

Oferty Pulsu Biznesu