pb.pl

Rafał Bauer

Rafał Bauer

Rafał Bauer

Rafał Bauer

Wiceprezes zarządu w Black lion narodowy fundusz inwestycyjny, prezes w spółce odzieżowej Próchnik. Bloger na Dyskusja.biz. Dawniej prowadził Vistula group.

ROZBUDUJ SWÓJ PROFIL!

Lord Vader w ferrari

2011-03-04

Tytuł tego tekstu to tania prowokacja. Bo Rafał Bauer, autor planu wrogiego przejęcia Kruka przez Vistulę, przekonuje, że jego medialny obraz to fotomontaż. I robi swoje.

Od trzech lat scenariusz się powtarza: każdy, kto pierwszy raz spotyka się z Rafałem Bauerem, kieruje rozmowę na ten sam temat.

— Skoro Jerzy Mazgaj i Wojciech Kruk opowiedzieli swoją wersję, to niech i ja opowiem swoją — zastrzega Rafał Bauer.
Niby więc nie ma wątpliwości, jak zacząć tekst o obecnym prezesie funduszu Black Lion. Ale może o tym na deser. Dlaczego? Bo nie mniej ciekawe jest to, że człowiek, którego publika ma za wciąż głodnego rekina finansjery, rozbijającego się ferrari, do dziś trzyma punkową skórę z Londynu. Więcej — on ciągle w nią wchodzi. I pamięta teksty swoich protest songów z lat 80. Jak trzeba, to je zagra i zaśpiewa.

Energia z futerału
Stara hala dawnych Polskich Zakładów Optycznych na warszawskiej Pradze. Teren, który Black Lion chce przekształcić w ekskluzywne osiedle mieszkaniowe. Tu Rafał Bauer odbywał praktyki podczas nauki w technikum. Tu poznał klasę robotniczą i pojął, że kierownik wydziału nie przypilnuje, ale wydział kierownika zawsze. Sama hala to imponujące dwa tysiące metrów kwadratowych pod dachem, bez żadnego słupa. Kiedyś składało się tu skutery, potem i celowniki optyczne. A teraz Rafał Bauer, w kusej czarnej skórze made in England, pozuje do zdjęć. Początkowo z umiarkowanym entuzjazmem. Gdy wyjmuje czarną gitarę z nieco już leciwego futerału, jest dobrze. Gra akordy kilku starych hitów podziemia punkowego.
— A to znacie? — dopytuje co chwilę.
Zapomina o pozowaniu. Wystukuje nogą rytm. Echo gra.
— Kurde, szkoda, że nie wziąłem "piecyka" — kwituje.

Krwawe dżinsy
Na czarno-białym zdjęciu z połowy lat 80. sześciu kilkunastoletnich chłopaków opiera się o ścianę. Pierwszy z lewej ubrany na czarno, ręce luzacko w kieszeniach, włosy do pionu, wzrok w suficie. To wokalista punkowego zespołu Ostbahnhof, reaktywowanego w 2002 r. Gdyby dziś, po ponad dwudziestu latach, Rafał Bauer przyjął podobną pozę, nikt by się nawet nie zdziwił. Ten facet nie daje się łatwo okiełznać, choć zastrzega, że jeśli weekend, to z żoną, dziećmi i książkami.
— Zawsze ma coś ostrzejszego na sobie, nieco nawiązującego do punkowego stylu. To fryzura na jeża, a to bransoletka na przegubie albo czubate buty. Imponuje wiedzą humanistyczną. Do tego ten rozmach w myśleniu i działaniu, który emanuje także z ubioru — ocenia Monika Jaruzelska, stylistka, która Rafała Bauera poznała przez świat mody.
— Ostbahnhof wziął się stąd, że przyjaciel miał ciotkę w Austrii. I opowiadał, jak to na stacji końcowej w Wiedniu, czyli na dworcu Ostbahnhof, kręcą się ludzie wracający lub jadący do pracy w kapitalistycznym raju. Kapelę wskrzesiliśmy jako zarząd Sokółki Okna i Drzwi. Trzeba było to jakoś zaakcentować — opowiada Rafał Bauer.
"Ja pisałem teksty, ale proszę nie szydzić. Co może pisać 17-latek?" — przekonuje w jednym z SMS-ów. Kapela grała kilkanaście numerów, z czego dwa: "Biegnę" i "Mijają dni" były popisowe. Jak to leciało? Nielekkie gitarowe riffy, mocne bębny i bas. Melancholia w głosie. I nieco balladowe: "Głowę wtulam w płaszcz /mijam kolejny bar, gdzie tonie marzeń świat /Tam setki ludzkich spraw nabierają koloru szkła / i kruszą się w rękach". Dziewięć lat temu Ostbahnhof, który rozsypał się wraz z nadejściem nowych czasów, nagrał kawałki ze starych kaset. Miało brzmieć jak kiedyś. Trzydziestokilkuletni Rafał Bauer śpiewał protest songi o opresyjnej rzeczywistości. Zdaniem wielu, wciąż dają radę, choć Shakira to to nie jest.
— Jako nastolatek wychowywałem się na war-szawskim osiedlu Za Żelazną Bramą, które nie było jakimś podłym blokowiskiem, lecz marzeniem wielu Polaków. Nie chodziłem spać po dobranocce. Brat kolegi był mocno punkowy, grał w kultowym Deadlocku. Podglądaliśmy go, kręciliśmy się w jego towarzystwie — wspomina.
Nieco ponad dwie dekady temu nieraz dostał swoje od zomowców, kilka razy trafił "chwilowo-przejściowo" na dołek. Choćby za dżinsy zafarbowane w taki sposób, że wydawały się chluśnięte świeżą krwią. A także przez to, że i z Pomarańczową Alternatywą było mu po drodze.

"Czy jestem mordercą?"
Dzisiejszy Rafał Bauer, choć trasy koncertowe zamienił na road show z inwestorami, wciąż ma ten dawny ogień. Wyróżnia się odważnym strojem, dynamicznymi ruchami, pewnością siebie. Czasami nawet nie chce, a i tak wszystkie oczy patrzą na niego.
— Z nim ludzie są albo na tak, albo na nie — podkreśla Monika Jaruzelska.
— Ma odwagę w myśleniu, potrafi ludzi pociągnąć za sobą — dodaje Maciej Wandzel, kolega i partner w biznesie.
Nie można nie cenić jego erudycji, oczytania i pasji. Daje im wyraz często i gęsto, zasilając swego bloga. Jest w nim trochę punkowo, ostro. "Zabili mu syna", "Auschwitz corporation?", "Czy jestem mordercą?" — wali po oczach już w tytułach. Pisze emocjonalnie i ze swadą. Prowokuje. To zresztą chyba ma we krwi, bo czymże innym jak nie prowokacją, w oczach szerokiej publiki, było zamachnięcie się na Kruka?
— Co do sposobu bycia, to ja jestem niewiele wyższy od niego, więc doskonale go rozumiem. Niski facet musi jakoś pokazywać piórka — skoro nas nie widać, to musi być słychać. Pomysł na przejęcie Kruka był szalony, ale i bardzo pozytywny — uważa Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.
Pierwszy raz zetknął się z szefem Black Lion przy jednej z transakcji w połowie lat 90.
— Był bardzo ambitny. Taki w typie "hurra, do przodu!". Robił karierę w bankowości inwestycyjnej, bo umiejętnie odwalał kawał świetnej roboty za zagranicznych menedżerów. No i w ten sposób stawiał pierwsze pewne kroki ku temu, by jeździć tym mitycznym ferrari w przyszłości — wspomina ekonomista.

Mistrz Photoshopa
Historia wrogiego przejęcia jubilerskiego potentata wykreowała trzech bohaterów. Ówczesnemu prezesowi przypadła niewdzięczna rola Lorda Vadera. Senator (Wojciech Kruk) w oczach widowni pozostaje Lukiem Skywalkerem, któremu Vader próbował zabrać rodzinne imperium. Jerzy Mazgaj, który pomógł Krukowi wygrać podjazdowe wojny, to z kolei dobry Imperator. Tak widziały to media, tak kupił to lud. Fałszywie?
— Nie pierwszy raz zresztą zostałem oczerniony. Myślałem, że w czasie zawirowania nie ma co się promować, wybielać, robić konferencji podsumowującej moje działania w Vistuli Wólczance. Że liczby obronią się same. Że ludzie zajrzą do raportów spółek i zobaczą, że biznes się rozwijał. Chcieliśmy Kruka, by budować najbardziej luksusową markę w Polsce i w razie kryzysu mieć w grupie jubilerskie aktywo niwelujące ryzyko gorszej koniunktury. Analitycy byli za — tłumaczy Rafał Bauer.
Gdy jeszcze w Kruku jego było na wierzchu, zobaczył siebie w pewnym tygodniku na efektownej fotce — w ferrari przed salonem Kruka. Zwycięzca? Owszem, Photoshopa.
— Tak dyskredytowano mnie w oczach opinii publicznej. To zdjęcie było fotomontażem. A tekst, który mu towarzyszył, miał niewiele wspólnego z prawdą — punktuje prezes Black Lion.

Turboszwarccharakter
Jeśli mowa o mitach, pora jeden obalić. 1, 2 a może 5 milionów dolarów? Ile w końcu Rafał Bauer, jako szef Vistuli, zapłacił, by zatrudnić Pierce’a Brosnana do reklamowania odzieżowej firmy?
— 700 tysięcy i to złotych. Tyle zażyczył sobie jeden z polskich aktorów młodego pokolenia. A więc to chyba niedrogo jak na gwiazdę formatu Hollywood? — pyta zaczepnie Rafał Bauer.
Jerzy Mazgaj, który swego czasu poprzez media wymieniał z nim uprzejmości (nazwał go m.in. TurboDymoBauerem) i wypominał Brosnanową rozrzutność, dziś studzi emocje.
— Życzę mu dużo dobrego w biznesie. Dynamiczny menedżer, odważny, zdolny. To, co zastałem w Vistuli, to nie tyle jego zaniedbania, ile moje niedopatrzenie. Powinienem lepiej sprawdzić sytuację w spółce — przyznaje krakowski biznesmen, właściciel m.in. Almy.
Wojciech Kruk jest mniej wylewny.
— To dla mnie wciąż zbyt emocjonalna kwestia. Nie chcę wypowiadać się o panu Bauerze — ucina.
Szwarccharakter walki o Kruka nabrał już do sprawy trochę dystansu. Na obchodzone jesienią 40. urodziny dostał m.in. grafikę Andrzeja Mleczki, na której koń trojański przemierza Warszawę.
— O, znów się szykuje jakieś wrogie przejęcie — komentuje jeden z narysowanych przez Mleczkę przechodniów.
Z drugiej strony, znając ambicję tego menedżera, można założyć, że łatwo nie zapomni o śnie o potędze Vistuli. Buduje więc inną, bardziej ekskluzywną markę odzieżową — Rage Age. A do tego ożywia kawałek prawobrzeżnej Warszawy, stawia na prywatne szpitale, wydaje lifestyle’owy miesięcznik.
Czyli, na czyje wyszło? To się jeszcze okaże.

Marketing szynki
Połowa 2004 r. Rafał Bauer, prezes Wólczanki, wykręca coraz lepsze czasy na motorze, poznając wyścigowe tory całej Europy. Ale jak tylko zjeżdża na ulice polskich miast, wścieka się. Billboardy supermarketu Leclerc jak zwykle podzielone na pół. Na części zdjęcie koszuli Wólczanki w okazyjnej cenie, niecałe 50 zł. A obok podła szynka w promocji. Nie tak ma być. Bauer płaci sieci supermarketów, by zdjęła plakaty. Kilka lat później koszule Lambert, szyte w zakładach Wólczanki, są jednymi z najdroższych w Polsce. Kosztują 360 złotych, a i tak faceci się o nie zabijają. Ożywiona marka z PRL zarabia ładne pieniądze. Planowo.
— Jest mistrzem nowoczesnego marketingu, co przydaje się w odzieżówce jak nigdzie indziej. Robi świetne eventy, umie własną osobą sprzedać markę. Przy czym nie jest wróżką. Wcześniej dokładnie liczy — przekonuje Augustin Egurrola, właściciel sieci szkół tańca, który przyznaje, że uczy się biznesu na wysokim poziomie właśnie od szefa Rage Age.
— Tak miało być. Bo generalnie większość mojej kariery zawodowej to wchodzenie do biznesów, w ktorych jest źle, i uzdrawianie firmy — tłumaczy główny zainteresowany.
A jak jest bardzo źle, to w oczekiwaniu na dobrze trzeba czasem zaklinać rzeczywistość. Jak w połowie lat 90., gdy Rafał Bauer szefował Hucie Szkła Ujście. Inwestycja pochłonęła dziesiątki milionów dolarów. Piec nowy, nowe maszyny i nowych kłopotów co niemiara. A klientów jakoś nie ma. Załoga traci morale. Zaczynają się protesty i picie, nie za bardzo jest z czego płacić pensje.
— A piec szklarski topi szkło całą dobę, nie da się zawiesić produkcji, koszty są praktycznie stałe. No więc robimy butelki, choć nie ma odbiorców. Ale udajemy przed pracownikami, że gra muzyka. Całą produkcję wywozimy do wynajętych magazynów poza hutą, w nadziei, że pozyskamy kontrahentów. Aż wreszcie zaskoczyło — wspomina Rafał Bauer.
Vistuli nie trzeba było ratować tak finezyjnie. Plan zakładał znalezienie dla niej klientów z grubszymi portfelami. Po to była potrzebna twarz Bonda, która miała zdobić jej sklepy w największych miastach Europy. A Polaków ubierać w ciuchy, jakich nie powstydziłby się Boss czy Armani. Oczywiście za odpowiednią cenę. A że zmienił się akcjonariat Vistuli i jego oczekiwania? No to robimy Rage Age.

By Czapul
Rage Age nie wystarczy kilka sklepów w Polsce. Ten rok to czas rozwoju marki za granicą. W nowych punktach (Mediolan, Madryt, Londyn) sprzedawczynie mówią zwykle ciekawskim, że to brytyjska marka z polskim projektantem. Jej oficjalny adres internetowy to rageage.co.uk.
— Sklepy w europejskich metropoliach to świetne zagranie PR-owe. A i handlowo mają sens, w modzie nadchodzą zmiany i ludzie będą szukali nowych marek — uważa Monika Jaruzelska.
Adres Fiori Chiari w Mediolanie oznacza nieduży sklep przy deptaku w centrum miasta, jakieś pół kilometra od słynnej Monte Napoleone, najdroższej ulicy handlowej. W knajpce obok serwują Amarone, jedno z ulubionych win szefa Black Lion. Naprzeciwko sprzedają luksusowe antyki.
— Każdego dnia sklep robi obrót i to bez reklamy — zaznacza Rafał Czapul, współwłaściciel i projektant Rage Age, współpracujący z Rafałem Bauerem od kilku lat.
— Gdybym chciał się pokazać, to wziąłbym lokal przy Monte Napoleone. Mieliśmy ofertę 50 tysięcy euro miesięcznie za 60 metrów. Jak policzyłem, ile Rage Age miałby ekstraprestiżu, a ile ryzyka finansowego, to odpuściłem — tłumaczy sam Bauer.
W zamyśle adresy za granicą mają wzbudzać zainteresowanie i szacunek odbiorców z multibrandowych butików z całego świata. Ci już kupili ubrań Rage Age za kilkadziesiąt tysięcy euro, więc jesienią można będzie odzieżowe pomysły podpisane "by Czapul" kupić w Tokio, Nowym Jorku czy Moskwie.
— W zeszłym roku mieliśmy 5 mln zł przychodu. W tym roku będzie około 11 mln zł — zakłada Rafał Bauer.

Wiara w bociany
40 — tyle różnych firm, spółek, zakładów przemysłowych wyskakuje w bazie Krajowego Rejestru Sądowego na hasło "Rafał Bauer". Od 1993 r. do 2006 r. jeździł w Polskę, w Warszawie bywał. Restrukturyzował głównie firmy w północno-wschodniej części kraju, ale i w Wielkopolsce (np. Hutę Szkła Ujście). To w pociągach relacji Warszawa — Poz- nań szlifował jedną z najważniejszych — i prywatnie, i biznesowo — znajomości. Chodzi o Macieja Wandzla, człowieka, który inwestuje w dużą część przedsięwzięć kierowanych przez Rafała Bauera w ostatnich latach.
— Dzięki temu, że Rafał odszedł z Vistuli, znów mogliśmy wskoczyć na tę samą łódkę. Rafał odebrał tam bardzo dobrą lekcję i to procentuje. Chyba żaden polski menedżer nie ma takiego doświadczenia w tym zakresie. Choć ja nie ukrywałem nigdy swojego sceptycyzmu w sprawie przejęcia Kruka — przekonuje Maciej Wandzel.
Na powodzenie akcji Kruk wskazywały zapewne surowe liczby, do których Bauer, jako absolwent ekonometrii, ma zaufanie. Minęły już jednak czasy, gdy tabelka i wykres były jego codziennym paliwem. Nie ma wzoru na wszystko. Czasem pozostawało już tylko patrzenie w niebo. Tu znów wrócić trzeba do Huty Szkła Ujście, gdzie od niepamiętnych czasów wiosną zlatywały do gniazda bociany. Zakładowa legenda głosiła, że jak któregoś roku ptaki nie przylecą, to mogiła. No i jednej wiosny...
— Stawiamy na nogi megainwestycję, a tu ludzie markotni chodzą, bo bocianów nie ma, bo zła wróżba. Atmosfera grobowa, nic nie idzie jak trzeba. Przyjeżdżam po jakimś czasie, a pracownicy znów biadolą: "gdzie te boćki, gdzież one?". Wzięło mnie. Zacząłem przeżywać te cholerne przesądy — opowiada Rafał Bauer, któremu teraz marzy się własna huta szkła.
A bociany? Przyleciały

Karol Jedliński

Sekcje

Oferty Pulsu Biznesu