pb.pl

Michał Brański

Michał Brański

Michał Brański

Jeden z trzech założycieli oraz Członek Zarządu Grupa o2 Spółka z o.o. w skład której wchodzą: portal o2.pl oraz komunikator tlen.pl. Pomysłodawca portalu Pudelek.pl

ROZBUDUJ SWÓJ PROFIL!

Jedyne takie trio

2010-08-19

Brański, Sierota i Świderski. Takich dwóch jak oni trzej nie ma ani jednego. Ani w Interii, ani w Wirtualnej Polsce, którym depczą po piętach, ani w Agorze, która jest za ich plecami. O2.pl zapowiada rajd po wiceliderowanie w polskim internecie.

Na temat twórców o2.pl krąży wiele mitów. A to na przykład, że są zakompleksieni. Któż inny mógłby przecież promować taki internetowy szmatławiec, jak pudelek.pl? A to, że stabloidyzywali polską sieć i odarli ją ze wszelkiej czci. A to, że piątą pozycję w internecie zdobyli, doliczając do statystyk wyniki portali, które z nimi współpracują — jak kurnik.pl choćby.

Rzeczywistość, codzienne działanie i podstawy sukcesu o2.pl — spółki Michała Brańskiego, Krzysztofa Sieroty i Jacka Świderskiego — są jednak inne.

Jakie? Wyobraźcie sobie firmę, która nigdy w historii nie zaciągnęła złotówki kredytu. Po niespełna dekadzie od startu ma 40 mln zł przychodów i ponad 10 mln czystego zysku. Zysk wciąż wzrasta — w tempie kilkudziesięciu procent. Rocznie. Ta spółka jednocześnie nie ma i nigdy nie miała prezesa! Komuna — powiecie.

Brański, Sierota i Świderski w odpowiedzi jedynie się uśmiechną. Bo mimo że mają swoje wady, akurat to, że lekką ręką prowadzą firmę, trudno im zarzucić. Role zresztą są podzielone. Według zasad trójwładzy w o2.pl każdy członek zarządu odpowiada za co innego. Michał Brański zarządza redakcjami, serwisami społecznościowymi i marketingiem, Jacek Świderski dba o finanse, inwestycje w infrastrukturę i dział prawny. Krzysztof Sierota napędza zaś sferę techniczną i programistów pracujących dla firmy. Kłótnie? Stwierdzono. Ale związek, przepraszam: zarząd!, po latach ponoć świetnie się dotarł.

Wiedzą, nie powiedzą
Dach biurowca na rogu ulicy  Jutrzenki i Alei Jerozolimskich w Warszawie.

Tu ekipa o2.pl robi sobie imprezy integracyjne. Wtedy każdy pierwszoroczniak zalicza chrzest bojowy. Przełknięcie kawałka karkówki pod podchodzącym do lądowania na Okęciu samolotem.

Nie dziwi więc, że właścicielom o2.pl podniosły nastrój udziela się właśnie w tym miejscu, gdy fotografujemy ich razem nad ich własnym neonem.

— Na dziś jest taki ścisk za plecami Onet.pl, że właściwie jeden trafiony projekt w internecie może całkowicie odwrócić miejsca w czołówce. My możemy znaleźć się na drugim, Wirtualna Polska na trzecim, a  Agora z gazetą.pl na czwartym miejscu, "autując" Interię. I coraz częściej myślę, że my ten projekt mamy — wypala Michał Brański.

Po krótkiej wymianie zdań staje jednak na tym, że panowie nie ujawnią dokładnie, na jakiego konia niebawem postawią. Ale zapewniają, że na pewno nie na darmowy serwis aukcyjny ani na portal społecznościowy. Nie jest to nawet żaden z projektów, w które inwestują z pomocą założonego niedawno funduszu inwestycyjnego Sail Fund. Autoreklama trochę na wyrost?

— Musimy uderzyć z zaskoczenia, musimy być pierwsi. Na warsztacie mamy z pięć projektów, z których wybierzemy odpowiedni. Na razie tyle powiemy… — konkluduje stanowczo Jacek Świderski.

— Z pocztą 20 megabajtów, z wrzutą.pl, polskim YouTube, wyczuliśmy odpowiedni moment, z Pudelkiem, jako serwisem o życiu celebrytów, byliśmy pierwsi. Z komunikatorem Tlen, niestety, spóźniliśmy się o rok w stosunku do GaduGadu. Dlatego proszę nas zrozumieć… — dorzuca Krzysztof Sierota.

O2.pl od czasu, gdy weszło do czołówki polskich portali, przestało być zabawą dwudziestokilkuletnich wiecznych studentów. Zaczęły się schody. Trwa zażarta konkurencja. o2.pl wystartowało z serwisem randkowym, inni zrobili to samo. Gdy dwa lata temu Brański, Sierota i Świderski uruchomili Pudelka, doszło do ostrego starcia z Agorą, że nie te standardy dziennikarskie, że to internetowy "Fakt" (dziś wszystkie większe portale mają swoje pudelki — Agora też). Gdy zaś o2.pl uruchomiło otwarte24. pl na konferencjach branżowych przedstawiano warszawiaków jako kontestatorów drogi obranej przez Allegro. Otwarte24.pl to darmowy handel w sieci. Allegro bierze prowizje od transakcji.

Właściciele o2.pl są zatem pod lupą. Tym bardziej że nie należą do żadnej organizacji biznesowej. Powód? Nie chcą.

— Słuchajcie — nawet ze dwa dni temu dostaliśmy ponowne zaproszenie do BCC — nagle przypomina sobie Krzysztof Sierota.

Widać, że oprócz mnie informuje także kolegów z zarządu.

Do tego warto podkreślić, że o2.pl — jako spółka niepubliczna — prowadzi dość okrojoną politykę informacyjną, każda wiadomość z firmy jest więc na wagę  złota.

I właściwie już dziś warszawiacy są traktowani jako koncern medialny. Przez Agorę — niemal jak inny konkurent Axel Springer. W sumie tak też się zresztą twórcy o2.pl się czują, bo w końcu prezentują informacje ze wszystkich dziedzin życia.

Oprócz lekkich treści o2.pl ma odnogę polityczną — pardon.pl, a nawet serwisy z wiadomościami biznesowymi (hotmoney.pl) i giełdowymi (notowany.pl), dla których — notabene — pisywał do niedawna "gorący" internetowy analityk giełdowy, bohater ostatnich miesięcy Paweł Juś, vel. "Prorok". Kto surfuje po internecie — wie, o kim mowa.

Dziewczyna i dementi
Koniec lat 90. Jacek Świderski poznaje byłą dziewczynę jednego z kumpli Michała Brańskiego i Krzysztofa Sieroty, którzy wspólnie grają w koszykówkę, w uczelnianym AZS. Studenci przypadają sobie do gustu, szczególnie biorąc pod uwagę miłość do internetu oraz sali komputerowej Szkoły Głównej Handlowej.

— Przyjaciółmi to my jednak nigdy nie byliśmy. Raczej kolegami. Początkowo nawet nieufnie podchodziliśmy do Jacka, przez tę dziewczynę… Że odbił ją — uśmiecha się Michał Brański.

— Ale ona już z nim nie była! — odbija natychmiast piłeczkę Jacek Świderski.

Była, nie była... Takie właśnie były początki o2.pl. Wspólną firmę panowie założyli w 1999 roku.

Minęło niemal 10 lat i po rynku kołacze się plotka. Chłopaki założyli rodziny. Konsumują sukces. Toskania, domy, jachty... Pójdą drogą Macieja Grabskiego i Jacka Kawalca, założycieli portalu Wirtualna Polska, którzy niegdyś na jego sprzedaży zarobili razem 120 mln zł. Niebawem właściciele sprzedadzą o2.pl! Za wielką forsę!

Sierota, Brański i Świderski szybko zaprzeczają pogłoskom o "licytacji" swego biznesu. Zarzekają się, właściwie składając dwa palce jak harcerze.

— Mamy ledwie po trzydziestce. Nie będziemy leżeć pod palmą! Poza tym — jestem uzależniony od komputera i nie wyobrażam sobie, bym w ciągu następnych pięć lat miał się zajmować czym innym niż IT — zaczyna tyradę Krzysztof Sierota.

— W sumie ja też! — dorzuca Jacek Świderski.

— A ja nawet nie pamiętam dnia, kiedy nie odebrałem e-maili. Może na jakichś wakacjach kilka lat temu? — wtóruje kolegom Michał Brański.

Twórcy o2.pl przekonują jednocześnie, że budują firmę globalną — inaczej przecież w internecie nie można. Są już na Węgrzech, wzięli też pod lupę inne kraje naszego regionu. Cel? Ambitny. Wzorce? Nadal te same: stworzenie globalnej internetowej marki — jak yahoo, google czy amazon. No, ambitnie!

— Myślę, że Sergey Brin i Larry Page (choć mają samoloty i konsumują sukces) i ich Google w jakimś sensie są wzorem, do którego i my musimy dążyć. I nie ma co się obrażać na zarzuty o kopiowanie amerykańskich pomysłów. Dzięki tej strategii mamy najlepszy zwrot z inwestycji z całej stawki — tłumaczy Michal Brański.

Dla przykładu na pomysł Pudelka Brański wpadł w 2005 podczas podróży poślubnej w USA, kiedy przeglądał tamtejsze strony serwisu o gwiazdach tmz. com.

Tmz.com ma 9 mln użytkowników.

Budują Orliki!
W półsłówkach krążących po rynku o tym, że o2.pl ktoś wykupi, jest jedynie tyle prawdy, że propozycje były i wciąż są. A zbiegło się to z tym, że właściciele o2.pl przestali wiedzieć powód, by całe wypracowywane zyski wkładać akurat w rozwój ich głównego przedsięwzięcia.

— W o2. pl mamy wszystko poukładane. Co roku inwestujemy jakieś 15 mln w projekty. Najbardziej cieszy, że stworzyliśmy zespół pracowników identyfikujących się z firmą, którzy chcą odcisnąć piętno na jej rozwoju, proponując coraz to nowe pomysły. Tak powstała choćby nasza darmowa poczta dla firm. Tak ruszy usługa, dzięki której prywatni użytkownicy kont i firmy będą mogli darmowo dodawać nowe adresy w swej własnej domenie — jak w komercyjnych skrzynkach — opowiada Krzysztof Sierota.

I — z właściwym sobie zaangażowaniem — opisuje techniczne rozwiązanie, pozwalające o2.pl oszczędzić na utrzymywaniu 8,5 mln zarejestrowanych u nich skrzynek e-mailowych. W skrócie: cały patent polega na tym, że dane przechowywane są w rozproszonych systemach plików i sieci mniejszych serwerów, których zakup i utrzymanie kosztuje połowę mniej niż dużych serwerowych szaf.

W co zatem wkładają nadwyżki szefowie o2. pl?

"Wymagamy od ludzi determinacji w byciu przedsiębiorczym, talentów organizacyjnych i poświęceń. Wymagamy od projektów zaczepienia w technologiach informatycznych i internecie. Nie wykluczamy z kręgu żadnych segmentów rynku internetowego, mobilnego oraz ich okolic." Oto hasło przewodnie ich funduszu, który założyli całkiem niedawno. Sail Fund kupił już dwie spółki, posiadające serwisy internetowe, zarabiające na prowizjach od transakcji (nieruchomości, leasing, turystyka). Sierota, Brański i Świderski mają 80 proc. udziałów w NextGroup (serwisy NextHome, DomBroker, NextLeasing, NextMoney oraz NextAuto). Mają też ponad 30 proc. akcji OIS. Ten agent i operator turystyczny ma dwie domeny: www.ois.pl oraz www.gofun.pl.

— OIS może już dziś pochwalić się kilkumilionowym zyskiem — zaznacza Michał Brański.

Trzecią inwestycją warszawiaków jest dopięte właśnie wejście w spółkę NM Group, budującą m.in. boiska z syntetycznej trawy, także na potrzeby programu Orlik, który ogłosił premier Donald Tusk, a który ma sprawić, że do 2012 roku nowe boisko będzie w każdej gminie.

— Nie, nie jesteśmy wielkimi fanami piłki… Nie o to chodzi. Zdecydowaliśmy wyjść poza naszą branżę, bo zgłosił się do nas świetny menedżer z dobrym biznespalnem. Do tego jeszcze — oceniamy — że zapotrzebowanie na takie usługi utrzyma się przez najbliższe parę lat — mówi Jacek Świderski.

W drodze na giełdę?
Do końca roku Sail Fund zainwestuje jeszcze w serwis społecznościowy, który ma na komórkach konkurować z Naszą-klasą.pl, i dawać użytkownikom większe szanse na zabawę z dala od komputerów.

— Wciąż monitorujemy rynek. E-maile z propozycjami cały czas do nas spływają. Jeśli co roku uda nam się zainwestować 2 do 3 mln zł w sześć-siedem projektów, to będziemy usatysfakcjonowani — podsumowuje Michał Brański.

— Pewne jest także, że ciągu najbliższych dwóch lat — jeśli sytuacja na rynkach finansowych się uspokoi — chcielibyśmy którąś ze spółek, które przejęliśmy, wprowadzić na GPW — dodaje Krzysztof Sierota.

Samo o2.pl na giełdę się jednak nie wybiera.

— Odpowiedź, dlaczego, jest prosta jak drut. Nigdy — poza startem firmy — nie potrzebowaliśmy kapitału. Po co nam zatem giełda, skoro nie wzięliśmy dotąd nawet złotówki kredytu? Więcej! Firma nawet przez dzień nie miała debetu w banku — wyjaśnia Jacek Świderski.

Dla entuzjastów lewarowania taka sytuacja jest nie do pomyślenia.

— W sumie to ich problem — wzdryga się Krzysztof Sierota.

— W internecie liczy się pomysł i wykonanie, a nie kasa.   TP Internet w 2001 roku miało 500 mln kapitału założycielskiego i domenę portal.pl. Szybko spaliło te pieniądze — przytacza przykład i przekornie każe zaznaczyć, że osobiście też nigdy nie brał pożyczek z banku i jeździ samochodem za 40 tys. złotych i ma on dla niego sporą wartość.

Dlaczego? Bo nie jest w leasingu...

— Chłopaki są minimalistami — żartuje, słysząc tę dyskusję, Michał Brański.

Świderski i Sierota szybko jednak ripostują: no, tak, a ty jako znany ekolog jeździsz autem, które pali 23 litry na 100!

Powyżej 15 mln zysku netto i 60 mln zł przychodów. Oto założenia o2.pl na 2009 rok. Czy warszawiakom się uda? Jeśli Michał Brański, Krzysztof Sierota i Jacek Świderski nie zmienią podejścia do biznesu i wskoczą na pudło popularności w internecie, pewnie spełnią plany.

We trójkę bowiem, bez wątpienia, uosabiają poszukiwany na rynku model przedsiębiorcy. Łączy w sobie zalety tradycyjnego polskiego biznesmena, kreowanego przez młodych wilków początku lat 90., którzy potrafili trzymać koszty w ryzach, z nowoczesnym prezesem rodem z XXI w., menedżerem korporacji, który inwestuje przede wszystkim w markę i marketing.

Taka mieszanka winna dawać ponadprzeciętne efekty.

Rafał Kerger

Sekcje

Oferty Pulsu Biznesu